24 września odbył się spektakl-wędrówka
Missa Pagana.

Wędrowaliśmy przez ponad trzy godziny, w porze kiedy dzień zamienia się w noc. My: krąg harmoniczny, aktorzy Teatru Wiejskiego Węgajty, odnowiczanie, okoliczni mieszkańcy, ludzie przybyli z Kielc i innych miast, nawet tak odległych jak Poznań. Spektakl poprzedziły tygodniowe warsztaty - na łąkach, polach, w zagajnikach, w lesie, na drogach i ścieżkach, bo pogoda była nadzwyczaj łaskawa.


Wszystko to opisała Agnieszka Piasta w Wyznaniach latarnicy, które ukazały się w październikowym numerze kieleckiego miesięcznika WICI.INFO. Oto one:





































Czy wędrowaliście kiedyś przez las, gdy zapada mrok? Czy słuchaliście dźwięków odbijających się echem od ściany lasu? Czy potykaliście się w mroku o kamienie na dnie wyschniętego strumienia? A może słyszeliście strzelistą, podniosłą pieśń dobiegającą z niezwykle pięknego, samotnego i dostojnego dębu? Czy obserwowaliście szalonego perkusistę bębniącego w dole po piasku, albo słuchaliście wiolonczelistki siedzącej na pniu?
Mnie się to udało. Byłam latarnicą w „Missie Paganie” spektaklu – wędrówce po urokliwych zakątkach Dąbrowy Dolnej koło Bodzentyna. Razem z wyposażonym w bęben przewodnikiem Radosławem Nowakowskim prowadziłam liczną grupę widzów, którzy odważyli się zmierzyć z trzygodzinnym marszem po obrzeżach Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po zapadnięciu zmroku niepewnym światłem małej świecy wskazywałam drogę nieprzyzwyczajonym do mroku prawdziwej wiejskiej nocy.
Ta śpiewogra – misterium po raz pierwszy opuściła zmienny krajobraz warmiński, pofałdowany teren okolic Węgajt pod Olsztynem. Przedsięwzięcie Mieczysława Litwińskiego – kompozytora pieśni do tekstów Edwarda Stachury i reżysera, z wielkim wsparciem twórców Teatru Wiejskiego „Węgajty” Erdmute i Wacława Sobaszków, do tej pory prezentowane było sześciokrotnie na tamtym terenie. Dzięki zaproszeniu założycieli Stowarzyszenia na Rzecz Odnowy Wsi „Odnowica” Krystyny i Radosława Nowakowskich spektakl wyemigrował na południe.
„Missa Pagana” Edwarda Stachury ma strukturę mszy, sławi Naturę, Wędrówkę Człowieczą, chwali Absolut zaklęty w roślinach, zwierzętach, przyrodzie, świecie. Spektakl Litwińskiego składa się ze stacji i procesji, umożliwiających przemieszczanie się w miejsca najbardziej „godne” do kolejnych części pogańskiej mszy. W „Pieśni na wejście” śpiewający artyści wyłaniali się z brzozowego zagajnika na półokrągłą polanę. „Wyznanie winy” zabrzmiało na brzegu bagniska, które na koniec jakby pochłaniało rozśpiewanych wędrowców. W wielkim okręgu przedzielonym na pół polną drogą wirujący pieśniarze odśpiewali pieśń „Święty”, a drapieżna „Anatema” oświetlona płomykami świec, wiła się w wąwozie wypracowanym przez strumień. „Komunią”, chlebem i winem piewcy drogi podzielili się z nami na olbrzymim głazie przypominającym ołtarz. Nieodłącznym towarzyszem tej artystycznej wyprawy był naturalny, codzienny rytm przyrody: od złocisto-brązowego wczesnojesiennego zachodu słońca, poprzez zapadający szary mrok, aż po ciemność, chłodną, nieprzeniknioną, tajemniczą. Spektakl powstał ku czci wędrowca - poety Andrzeja Suryna. To jego wiersz słyszeli widzowie na szarej od mroku ścieżce na brzegu lasu:

Oto droga
Twego imienia
jest taka jak myślisz
i jedyna...
nie możesz zabłądzić,
błądzenie jest drogą,
nie możesz zawrócić,
- tam już nic nie ma
- nie możesz się zatrzymać
- bo nie możesz się
zatrzymać

Procesja widzów poruszała się w rytm bębna, podążając za znikającymi z oczu artystami. Zwodnicze światełka w lesie, liściasta kula, towarzysząca pochodowi, dźwięki cytry i dzwonków feng-shui dobiegające z lasu, szepty, krzyki, zaśpiewy, muzyczno-głosowe dialogi z przeciwległych krańców otwartej przestrzeni polany – to wszystko mamiło świadków mszy podczas długiej i niepewnej drogi od stacji do stacji. Na każdej z nich czekało zaskoczenie: przepiękny widok nieskażonej cywilizacją natury, podległa przyrodzie nieśmiała scenografia, piękna pieśń. Kolorowo ubrani pieśniarze sprawiali wrażenie zrośniętych z krajobrazem druidów, wróżek, czarownych postaci.
Spektakl poprzedziły sześciodniowe warsztaty: wielki wysiłek głosowo-muzyczny dla grupy śpiewających i mniej śpiewających sympatyków ciekawych i niepowtarzalnych zdarzeń teatralnych. Spotkaliśmy się po raz pierwszy i jedyny. Każda „Missa” przygotowywana jest w innej konstelacji, są inni śpiewający wędrowcy, inni soliści, inne instrumenty. Przez sześć dni szliśmy tą samą drogą, aby rozjechać się w różnych kierunkach. Ten czas był dla nas także przygodą w przemierzaniu i odkrywaniu naturalnego terenu Kielecczyzny, wyszukiwaniu miejsc korespondujących z pieśniami i wykorzystywaniu przyrody, aby wspierała i wzmacniała przesłanie pieśni. Jakże jesteśmy mali i nieważni - myślałam sobie, gdy w gwiaździstą, bezchmurną noc, ćwiczyliśmy na brzegu zagajnika „Przestworza ludne są od gwiazd”. Byłam zaskoczona, jak silny może być głos „Glorii”, śpiewanej z wysokiego dębu, wsparty echem, niesiony przez wiatr w odległe zakątki. Zaskakiwała mnie szczerość i naturalność młodego głosu Sabinki - solistki „Prefacji”. Jak niewiele możemy zrobić, aby podziękować za Świat, w jakim przyszło nam żyć. Jak wiele wysiłku musimy włożyć, aby dopasować się do zastanego krajobrazu, aby czuć się częścią tego świata.
Żyjąc codziennie, miejsko nie zauważamy świata. Kuszą nas sprawy, zajęcia, plany i ich realizacje. Budzimy się w kolejnych porach roku, zaskoczeni ciepłem, zimnem, deszczem czy śniegiem. Myślimy: to już, pora wyjąć inne ciuchy z szafy. Czy po „Missie” będziemy myśleć inaczej? Ja na pewno. Może dlatego, że byłam latarnicą, że mimo sześciodniowej znajomości ze strukturą, treścią, muzyką spektaklu dałam się zauroczyć. Zobaczyłam przedstawienie oczami widza, może nieco przygotowanego, ale i tak zaskoczonego końcowym, niepowtarzalnym efektem.











Program Operacyjny Rozwój Inicjatyw Lokalnych
zrealizowano ze środków Ministra Kultury